Muzyka

poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 1

 *Kate's POV*

Każda sekunda mojego życia była do bani. Ogólnie to cały czas jest do bani. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Moi rodzice są obrzydliwie bogaci.

A ja?

Och no tak, jestem ich córeczką, która ich nie obchodzi. To boli, ale nic nie zrobię przecież. Muszę być silna, tak jak kiedyś.

Leżę na łóżku i czekam na rodziców. Rutyna. Codziennie to samo. Mam już tego dosyć. Mój ojciec znalazł jakiś nowy zespół i znowu będą tutaj siedzieć. Zawsze tak jest. Ojciec znajdzie zespół lub jakiegoś wokalistę i on musi z nami mieszkać. Matka jest kierowniczką jakiejś firmy. Nawet nie wiem jakiej, ale to ważne.
Słyszę otwierające się drzwi. Nawet nie idę na dół. 
- Kate! - słyszę z dołu mojego ojca.
- Daj mi spokój! - krzyczę i chowam głowę w poduszkę. 
Nie mam ochoty na poznanie nowej maszynki tatusia do zarabiania pieniędzy. Nie chcę.
Drzwi od mojego pokoju gwałtownie się otwierają.
- Czego? - mówię i patrzę się na mojego tatę stojącego w progu.
- Chodź się na dół przywitać. Mówiłem ci przecież, że mam nowy zespół i będzie z nami mieszkać - mówi i patrzy się na mnie cały czas.
- Mówiłam ci już, że nie obchodzą mnie twoje maszynki do zarabiania pieniędzy - przygryzam wargę i siadam na łóżku. - Czy to są znowu jakieś punki? - pytam cicho i w końcu patrzę się na niego.
- Nie zawsze muszą być to jakieś punki - mówi spokojnym tonem. - Kate, to są normalni nastolatkowie. Jeden z nich jest w twoim wieku.
- Ilu ich jest? - tak, wiem, zadaję dużo pytań.
- Pięciu, więc nie będzie ci smutno - przewracam oczami i wstaję.
- Mogę pójść, ale nie myśl sobie, że to coś zmieni między nami - wywracam oczami.
- Chodź - mówi i się do mnie uśmiecha.
Mój ojciec mnie przepuszcza w drzwiach, a ja wychodzę ze swojego pokoju. Słyszę głośny śmiech na dole. Mam nadzieję, że to nie będą żadne emo czy coś w tym stylu.
Schodzę powoli po schodach, a mój tata idzie cały czas za mną. Zawsze tata brał artystów, którzy wykonują rock, albo metal... Ciekawe kogo tym razem jest menagerem.
Kiedy już zeszłam po schodach w oczy rzucił mi się chłopak z burzą loków i szmaragdowymi oczami. Bardzo hipnotyzujące...
- To moja córka - mówi mój ojciec, a chłopaki ustawiają się przed nami w rządku. - Też tutaj mieszka, więc musicie być cicho. Mam nadzieję, że będziecie się dogadywać - mówi, a chłopak z burzą loków się do mnie uśmiecha szeroko.
Rumienię się mocno i spuszczam szybko wzrok i wlepiam go w swoje buty.
- Muszę jechać na razie to wytwórni, będę wieczorem - całuje mnie szybko w czoło. - Poznajcie się - wychodzi pospiesznie w domu, a ja stoję zdezorientowana.
- Więc tak, ja jestem Liam, a dalej są Niall, Louis, Zayn i Harry - patrzę się na Harry'ego cały czas.
- A ty? - pyta mnie Harry.
- Ja um... - kręcę głową. Boże, ale jestem głupia.
- Widzisz, przez ciebie zaniemówiła - śmieje się... Louis (?)
Marszczę brwi i przygryzam wargę.
- Jestem Kate - mówię szybko. - To tyle? Mogę już iść?
- Nie - odpowiada szybko Harry. - Musimy się lepiej poznać, w końcu mamy mieszkać ze sobą.
- Och - mówię cicho. - Wolę iść jednak na górę - odwracam się i podążam w stronę schodów.
- Możesz nam pokazać pokoje? - odwracam się szybko.
- Chodźcie więc.

*

Wyciągam swojego iPhonea i sprawdzam, która jest godzina. Dopiero 17. Schodzę leniwie z łóżka. Słyszę pełno śmiechów. Nagle do mojego pokoju wpada Harry.
- Co do cholery?! - krzyczę, a on ze śmiechem zamyka drzwi.
- Ej, nie denerwuj się tak, złość piękności szkodzi - uśmiecha się słodko, a ja przewracam oczami.
- Możesz stąd wyjść? - pytam spokojnie. - Jakbyś nie wiedział, to się puka.
- Ej, chłopaki chcieli mnie ubrudzić pastą do zębów - wzruszył ramionami. - Chyba nie chciałabyś, żeby mnie ubrudzili?
- Wszystko jedno - wzruszam ramionami.
- Zawsze jesteś taka? - marszczę brwi.
- Taka? - pytam zdziwiona.
- Taka niedostępna.
- Cóż, nie jestem otwartą osobą, to tyle - wzruszam ramionami.
- Aha.
- Jak minęła ci podróż? - pytam cicho.
- Całkiem dobrze - mówi i przygryza wargę. - Zawsze jesteś taka spokojna?
- Czy to źle, że wiem co powinnam robić, a czego nie?
- Zachowujesz się, jak świętoszka - wzrusza ramionami.
- A ty jakbyś był panem świata - prycham.
- Mam nadzieję, że się zmienisz - śmieje się, a ja wstaję.
- Odczep się.
- Ani mi się śni - znowu się śmieje.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Nie używaj brzydkich słów, a jeśli blog Ci się nie podoba nie komentuj :).
~Właścicielka

Obserwatorzy